poniedziałek, 16 lipca 2007

Metallica "St. Anger"








Rok: 2003
Wydawnictwo: Vertigo
Gatunek: metall(?)

Ble (część pierwsza)

Ok, zgodnie z zapowiedziami miałem coś zjechać na łamach tego bloga. Tak więc przedstawiam (choć przedstawiać właściwie nie trzeba) wam płytkę, która mnie całkowicie rozczarowała.
A było to tak... Kumpel przyniósł płyciwo, jeszcze dosyć świeże, na spotkanko grillowe (nie grillowaliśmy sidików, o nie) no i zapodaliśmy sobie do odsłuchu, co też takiego ta słynna Metallica przyrządziła dla swoich wiernych fanów (ja tam do końca wierny nie byłem, przyznaję się bez bicia). No i poszły głowy w ruch i dało się odczuć jakąś tam energię wypływająca z tego dosyć nieokrzesanego i na siłę rozagresywnionego grania. Tyle, że długo to nie trwało. Grill się skończył (trunki też) i nastała słoneczna niedziela dająca okazję do posłuchania "St. Anger" jeszcze raz, na spokojnie. Jeden raz wystarczył. Wszystko sprawia wrażenie, że zostało zrobione na siłę, na chama, dla szybkiej kasy zbitej na legendzie. Odstawiłem na bok. Odczekałem. Myślę sobie "dam im jeszcze szansę, może to kwestia nastroju...". A gdzie tam! Kiła i mogiła. Ja wiem, że to może wszystko troszku brutalne i niesprawiedliwe się wydać, te moje osądy. No cóż, kwestia gustu jak to mówią. Tyle, że po tych wszystkich albumach - czarnych i nie czarnych, symfonicznych nawet i coverowych - to już nie jest to, czego się spodziewałem. Zdecydowanie najbardziej denerwującą rzeczą jest na "St. Anger" coś, co chyba werblem zowią. normalnie daje po uszach jak wkurzony dzięcioł. Kawałki nijak nie "wpadają w ucho", brakuje im polotu, nie sprawiają nawet wrażenia, że zostały przemyślane, nie mają tej duszy i tego czegoś, co tak często odnajdywałem na starych, dobrych, przesłuchiwanych wielokrotnie albumach. Więcej ciężko mi cokolwiek o tym powiedzieć. Ciężko bo już nawet nie chce mi się tego krytykować. Szkoda słów po prostu.
Nie żebym znienawidził zespół za to co zrobili czy coś w tym stylu. Po prostu nabrałem wielkiego dystansu do ich grania. A szkoda, bo już nie pamiętam, kiedy coś metalikowego przesłuchiwałem... Oj dawno to było i na razie wciąż mnie do tego nie ciągnie...
Nie wiem, czy za ostro się tutaj nie wypowiedziałem przypadkiem. Być może, no ale jakoś tak wyszło. Album ten to jedno z większych moich muzycznych rozczarowań. Wybaczta.

5 razy skomentowane:

Yom pisze...

oj, to nie fair, to pójście na łatwiznę. St Anger'a już wszyscy zjechali, powinieneś wymyślić coś oryginalniejszego ;)

Ja z tą płytą mam dobre wspomnienia, głównie dlatego, że choć zainteresowany, ale już nie tak jak dawniej, to przegapiłem premierę, hihi, tak jakoś wyszło, że nie wyszło wtedy kiedy wyjść miało, albo ja nie śledziłem wydarzeń. Poza tym to byłem zakoffany i nic mnie nie interesowało, metallica szczególnie - w tym wypadku akurat dobrze na tym wyszedłem.

wieczór pisze...

zawsze mówiłęm, że metallika to szit

Yom pisze...

a kcesz w papę? ... od tarzana? :D

ledzio pisze...

Wybaczam Ci Suoniu poprzedni wpis bo tutaj się poprawiłeś;) Ale tak jak Yomasz mówi, na łatwiznę Pan poszedłeś bo to już wszyscy zjechali:P

Suonik ELP pisze...

no cóż, pierwsza rzecz jaka do zjechania mi na myśl przyszła :)

ależ to blogowanie trudne jest :(