Riding Pânico "Lady Cobra"

Rok: 2008
Wydawnictwo: Raging Planet
Gatunek: rock instrumentalny
Pelican meets Explosions in the Sky
Taki tag znalazł się na last.fm obok tego wykonawcy. Nie wiem, po co komu taki tag ani na ile jest on trafny, bo Pelicana dawno nie słyszałem.
Co to Riding Pânico? Jest to portugalski zespół grający instrumentalny rock. Liczy sobie (wg last.fm i discogs) sześciu członków:
- Makoto Pedro - bas
- Carlos Eduardo - perkusja
- Jorge Manso, Joao Nogueira, Miguel Correia - gitary
- Shella - keyboard
Składu nie do końca jestem pewnien, gdyż na myspace, podają ździebko co innego (J. Pereira, M. Yagyu, M. Correia, C. Antonio, J. Manso, J. Nogueira, A. Lourenço) i tę wersję (przynajmniej liczbowo) niejako potwierdza zamieszczona tam fotografia. Ale mniejsza ze składem, ważniejsza co tworzą.
W 2006 roku (na last.fm piszą, że w 2007) wydali EPkę zatytułowaną po prostu "Riding Pânico" z trzema pierwszymi kompozycjami, a na początku marca tego roku ukazał się debiutancki album, o którym tu słów kilka.
"Lady Cobra" zafascynował mnie od samego początku, od pierwszego przesłuchania. Całościowo jest to dosyć zróżnicowany album, brak tu jednostajności emocjonalnej spotykanej na niektórych albumach typowo post-rockowych. Zaczyna się dosyć dynamicznie, ale po pewnym czasie nastrój opada, zaskakuje nastrojowy fortepianowy "Naja", który skojarzył mi się od razu z refleksyjnymi utworami Nine Inch Nails (nie wiem na ile właściwe, lecz pozytywne skojarzenie), po chwili dostajemy energetycznego kopa w "Roses and Rasors" brzmieniowo dziwnie w stylu Toolowym, acz bez typowych dla niego wysublimowanych aranżacji perkusyjnych. Następny utwór zachowuje mocny wydźwięk, by kolejny (#7) mógł uspokoić i odprężyć słuchacza, standardowo post-rockową pajęczyną czysto gitarowych dźwięków. Przedostatni numer ponownie podnosi parabolę emocji, która opada się i wznosi w jego końcówce, a w finałowym utworze po raz wtóry odpoczywamy przy fortepianie. Z jednej strony szkoda, że całość trwa niewiele ponad 47 minut, z drugiej zaś wydaje się to być optymalną w tym przypadku długością, gdyż czyni ten album bardzo spójną podróżą po zróżnicowanej krainie instrumentalnego rocka w atmosferze przelotnych burz, lekkiego deszczu i leniwie wyglądającego zza chmury słońca.
Na YouTube, pośród wielu amatorskich nagrań live, których nie lubię, wyszukałem coś, co wygląda na oficjalny klip i choć podpisany jako "Lady Cobra - Promo Video" jest tak na prawdę obrazem do "One Winged Cessna" - trzeciego utworu z płyty. Potwierdzenie tego znalazłem na stronie myspace'owej, gdzie do odsłuchu udostępniono pierwsze 2 utwory z "Lady Cobra" oraz pierszy kawałek z EPki, co daje całkiem dobre pojęcie o muzyce przez Riding Pânico tworzonej, muzyce, która zaskoczyła mnie lekko lecz pozytywnie i odświeżyła moje już lekko spróchniałe podejście do post-rockowego grania. Szczerze więc polecam, nie tylko fanom Palicana i EitS...
http://www.myspace.com/ridingpanico
Co to Riding Pânico? Jest to portugalski zespół grający instrumentalny rock. Liczy sobie (wg last.fm i discogs) sześciu członków:
- Makoto Pedro - bas
- Carlos Eduardo - perkusja
- Jorge Manso, Joao Nogueira, Miguel Correia - gitary
- Shella - keyboard
Składu nie do końca jestem pewnien, gdyż na myspace, podają ździebko co innego (J. Pereira, M. Yagyu, M. Correia, C. Antonio, J. Manso, J. Nogueira, A. Lourenço) i tę wersję (przynajmniej liczbowo) niejako potwierdza zamieszczona tam fotografia. Ale mniejsza ze składem, ważniejsza co tworzą.
W 2006 roku (na last.fm piszą, że w 2007) wydali EPkę zatytułowaną po prostu "Riding Pânico" z trzema pierwszymi kompozycjami, a na początku marca tego roku ukazał się debiutancki album, o którym tu słów kilka.
"Lady Cobra" zafascynował mnie od samego początku, od pierwszego przesłuchania. Całościowo jest to dosyć zróżnicowany album, brak tu jednostajności emocjonalnej spotykanej na niektórych albumach typowo post-rockowych. Zaczyna się dosyć dynamicznie, ale po pewnym czasie nastrój opada, zaskakuje nastrojowy fortepianowy "Naja", który skojarzył mi się od razu z refleksyjnymi utworami Nine Inch Nails (nie wiem na ile właściwe, lecz pozytywne skojarzenie), po chwili dostajemy energetycznego kopa w "Roses and Rasors" brzmieniowo dziwnie w stylu Toolowym, acz bez typowych dla niego wysublimowanych aranżacji perkusyjnych. Następny utwór zachowuje mocny wydźwięk, by kolejny (#7) mógł uspokoić i odprężyć słuchacza, standardowo post-rockową pajęczyną czysto gitarowych dźwięków. Przedostatni numer ponownie podnosi parabolę emocji, która opada się i wznosi w jego końcówce, a w finałowym utworze po raz wtóry odpoczywamy przy fortepianie. Z jednej strony szkoda, że całość trwa niewiele ponad 47 minut, z drugiej zaś wydaje się to być optymalną w tym przypadku długością, gdyż czyni ten album bardzo spójną podróżą po zróżnicowanej krainie instrumentalnego rocka w atmosferze przelotnych burz, lekkiego deszczu i leniwie wyglądającego zza chmury słońca.
Na YouTube, pośród wielu amatorskich nagrań live, których nie lubię, wyszukałem coś, co wygląda na oficjalny klip i choć podpisany jako "Lady Cobra - Promo Video" jest tak na prawdę obrazem do "One Winged Cessna" - trzeciego utworu z płyty. Potwierdzenie tego znalazłem na stronie myspace'owej, gdzie do odsłuchu udostępniono pierwsze 2 utwory z "Lady Cobra" oraz pierszy kawałek z EPki, co daje całkiem dobre pojęcie o muzyce przez Riding Pânico tworzonej, muzyce, która zaskoczyła mnie lekko lecz pozytywnie i odświeżyła moje już lekko spróchniałe podejście do post-rockowego grania. Szczerze więc polecam, nie tylko fanom Palicana i EitS...
http://www.myspace.com/ridingpanico
One Winged Cessna
0 razy skomentowane:
Prześlij komentarz